Zakładki:
Blog podstawowy
Kategorie: Wszystkie | Chuck | House | Spis Treści | True Blood | Veronica Mars
RSS
sobota, 03 marca 2012

Zanim Hatak.pl umieści mój tekst o najnowszym odcinku "Doktora House'a", ja daję Wam go w pełnej okazałości już teraz. Enjoy!

Najświeższy odcinek „Doktora House’a“ został zdominowany przez pojawienie się matki głównego bohatera.

Gregory, unikający swojej matki, to żadna nowość. Nie dziwi więc fakt, że gdy diagnosta widzi Wilsona na korytarzu szpitala, idącego ramię w ramię z jego rodzicielką, ma wtedy jedyną uwagę: „SMITBAWS“ („Stabing Me In The Back As We Speak“ – „Wbija Mi Nóż W Plecy Dokładnie W Tej Chwili“). O niechęci spotkania z matką wiedzą wszyscy, łącznie z nią samą. W tym świetle, sposób, w jaki Blythe doprowadza do spotkania z Synem, jest wyjątkowo pomysłowy, udany i prawdopodobny charakterologicznie. Przekonanie Wilsona, niebezpośrednimi drogami, że ma raka, był wyjątkowo trafny i skuteczny. W końcu Greg musiał skądś nauczyć się sztuki manipulacji.

Powrót wątku biologicznego ojca House’a też był niezły, choć nie budził tak wielkich emocji, jak mógłby, gdyby ciekawiej go poprowadzić. Ostatnie zdanie odcinka może wskazywać jednak na dalszy rozwój wydarzeń, związanych z tym pomysłem. Być może wtedy twórcy zdecydują się na ciekawsze zagrania. Na razie idzie im średnio. Zwłaszcza, że zdanie, wypowiedziane przez Wilsona, który zauważa, że matka House’a jest dziwką, zupełnie nie pasuje do tego bohatera. Od kiedy James wygłasza takie uwagi?!

Wątek pacjenta tygodnia natomiast średnio przypadł mi do gustu. W zasadzie nie było w nim niczego, czego w zbliżonej formie, nie widzielibyśmy już wcześniej. Nie przykuł więc mojej uwagi i oglądałem go z zupełną obojętnością. No, może poza momentem, w którym pacjent przytoczył wydarzenia z mojego ulubionego serialu, którym są „Przyjaciele“. Wtedy uśmiech zawitał na mojej twarzy.

Doktor Park odlatująca po LSD, to być może zabawny wątek na papierze, jednak zupełnie mnie do siebie nie przekonał w tym odcinku. Pewnie dlatego, że Park nie zrobiła nic szalonego i w zasadzie wyglądała tak, jak zwykle, (co zresztą skrzętnie wynotował Chase). Jej krótkie halucynacje też ani mnie ziębiły, ani grzały. Jedyne, co było w miarę ciekawego w tej sytuacji, to fakt, że „Ojciec“ House’a był jedynym, który potrafił ją udobruchać i uspokoić.

Także, w największym skrócie - „Love is Blind" to nic szczególnego.

Szczerze liczę, że nowe odcinki, których emisja rozpocznie się 9 kwietnia, będą stały już na bardzo wysokim poziomie, godnym najlepszych dni serialu. Tak, byśmy mogli zakończyć przygodę z „Doktorem Housem“, smucąc się, że to już finał. 

Ocena: 5/10

 

12:20, kaczy_mike
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 lutego 2011

Z niewiadomych powodów nie mogę odtworzyć żadnego wideo na stronie głównej YouTube'a. I chciałem sprawdzić czy uda mi się je uruchomić, gdy wkleję je na stronę.

Ciekawe czy będzie działać? Oby! ;)

02:40, kaczy_mike
Link Komentarze (1) »
czwartek, 17 lutego 2011

"Veronica Mars" to serial stworzony przez Roba Thomasa, który emitowany był jedynie przez trzy sezony. Piszę "jedynie", gdyż "Veronica Mars" to jeden z najleszych seriali, jakie dane mi było oglądać.

Ta produkcja to mariaż pomiędzy serialem dla młodzieży, a historią kryminalną. Opowiada o bardzo nietypowej nastolatce, która w wolnym czasie para się zawodem detektywa, idąc tym samym w ślady ojca, niegdyś miejscowego szeryfa.
Fabuła skupia się na różnorodnych zagadkach kryminalnych, przed których rozwiązaniem staje nasza protagonistka oraz na wzlotach i upadkach jej życia "prywatnego".
Celowo wziąłem to słowo w cudzysłów, gdyż granica pomiędzy tym, co niejako służbowe, a tym co prywatne jest mocno zatarta. Dość powiedzieć, że w pierwszym sezonie Veronica będzie chciała rozwiązać zagadkę śmierci swojej najlepszej przyjaciółki oraz odnależć sprawcę gwałtu, którego sama padła ofiarą.

Główną osią fabuły każdego sezonu jest większa, poważniejsza tajemnica, którą za wszelką cenę chce rozwiązać panna Mars. Często dlatego, że mają one z nią bezpośredni związek. Okazuje się też, że mniejsze zagadki, rozwiązywane w poszczególnych odcinkach, mają wpływ na rozwikłanie tej największej, dużo poważniejszej, trwającej cały sezon.

Czynnikami, które najbardziej przyciągają w tej produkcji są: doskonały, spójny scenariusz, urok osobisty głównej bohaterki, jej przyjacielskie relacje z ojcem oraz specyficzne ze znajomymi, a także niezliczona liczba doskonałych, przezabawnych tekstów i odwołań do kultury.
Zagadki kryminalne, przed których rozwiązaniem stanie główna bohaterka, też są ciekawie i umiejętnie poprowadzone. Zaskakuje także różnorodność tematyczna pojawiających się śledztw.
Każdy odcinek jest wyśmienity, gdyż mocno angażuje widza emocjonalnie, zarówno w momentach skłaniająych do śmiechu, jak i dramatycznych. Uważam, że dlatego serial wciąga w zaskakującym tempie.

Warto też wspomnieć, że każda z postaci pojawiających się na ekranie, jest wiarygodna, posiada głębię emocjonalną i wyróżnia się w swój szczególny sposób.
Główna bohaterka mogłaby obdarzyć swoją charyzmą i zapałem do działania rzeszę innych telewizyjnych postaci.
Ogromna w tym zasługa doskonale dobranej obsady, która staje na wysokości zadania i w idealny sposób oddaje emocje targające poszczególnymi bohaterami.

Poza Kirsten Bell, wcielającą się w Veronicę, na szczególną uwagę zasługują Jason Dohring (Logan), Enrico Colantoni (Keith Mars), Percy Daggs III (Wallace), Amanda Seyfried (Lily), Teddy Dunn (Duncan), Ryan Hansen (Dick), czy Michael Muhney (Szeryf Lamb).
W zasadzie każdy z aktorów, którzy pojawili się w serialu może pochwalić się doskonałą rolą. Pod tym względem panuje tu prawdziwy profesjonalizm.

Serial charakteryzuje także bardzo dobra muzyka.
Dostajemy tutaj wiele ciekawych i wpadających w ucho utworów, które dobrze wpasowują się w klimat tej opowieści. Pojawiają się tutaj takie interesujące kawałki jak: "We Used to be friends" The Dandy Warhols, "Such great Heigths" Postal Service, "I turn my camera on" Spoon, "Right Here, Right Now" Fatboy Slima, "Word Up" Korn, "No Sleep Tonight" The Faders, "Sweet Caroline" Neila Diamonda, czy "Pon de Replay" Rihanny.
Dodatkowo tutaj (i tu) można odnaleźć pełną listę utworów, a także zapoznać się z oficjalnym soundtrackiem.

Wymienione wyżej atuty składają się na obraz doskonałego serialu. Dziwi więc decyzja stacji CW (oraz wytwórni Warner Brothers), by produkcję zdjąć z anteny po zaledwie trzech sezonach. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę, że seria cieszyła się sporą popularnością, także wśród krytyków.
Konkretne okoliczności, w jakich doszło do podjęcia decyzji o nie przedłużaniu kontraktu, nadal owiane są tajemnicą. (Być może miały na to wpływ jakieś gry personalne wewnątrz studia?)
Wiadomo natomiast, że Rob Thomas stworzył obszerny trailer, czy wręcz cały fragment czwartego sezonu, który widzowie mogli obejrzeć na DVD z trzecią serią serialu.
Pojawiły się też plotki na temat ewentualnego filmu kinowego. Niestety nic dotychczas nie zostało potwierdzone. Fani jednak wzięli sprawy w swoje ręce. Na tej stronie znajdziecie wszystkie potrzebne informacje, by móc wspomóc twórców w ich dążeniu do stworzenia filmu, zamykającego serialowe wątki. Jeśli zaczniemy działać, może wreszcie ten projekt ruszy w odpowiednim kierunku.


Dodatkowe informacje:
-> Produkcja nominowana była do 15 nagród, w tym Sattellite Awards, Televison Critics Association Awards, Writers Guild of USA Awards, czy Teen Choice Awards.
-> Wśród gościnnych gwiazd, które pojawiły się w serialu warto wspomnieć m.in: Carismę Carpenter (z "Buffy" i "Angela"), Paula Rudda (produkcje filmowe oraz "Friends"), Nelsana Ellisa (z "True Blood"), Leighton Meester (z "Gossip Girl"), Alyson Hanigan (z "Buffy"), czy nawet Paris Hilton.
->Jedna z postaci, która pojawia się w trzecim sezonie, ma polskie korzenie. Chłopak nazywa się Staś Piznarski, także jest naszym rodakiem. :)
-> Serialowe koneksje: Sądząc po przytaczanych przez nią cytatach, Veronica ogląda/zna takie produkcje jak "Battlestar Galactica", "Gilmore Girls", czy "Friends".
Serial Roba Thomasa był natomiast cytowany w "The O.C", gdy w trzecim sezonie, podczas kłótni Summer-Marissa jedna mówi do drugiej: "Well aren't you just a regular Veronica Mars? Way to solve this weeks mystery!"
W jednym z epizodów trzeciej serii "Heroes" doszło natomiast do ponownego spotkania Kirstin Bell i Francisa Capry.
Kirsten Bell to także głos Plotkary w "Gossip Girl".
-> W jednym z odcinków, niejako dotyczącym problemu dziecięcych żołnierzy w Ugandzie, pojawia się krótka kampania na rzecz InvisibleChildren.com
-> Tutaj można odnaleźć recenzje poszczególnych odcinków, które wyszły z pod ręki Billie Doux.

Ogólnie rzecz biorąc – "Veronica Mars" to rozrywka najwyższej klasy, która przysparza widzowi szerokiego spektrum wrażeń. Z tego powodu niezmiernie się cieszę, że dane mi było odkryć ten serial i cieszyć się jego urokami (chociaż) przez 64 odcinki.
Teraz nie pozostaje mi nic innego jak najserdeczniej go Wam polecić! Z czystym sumieniem wystawiam temu dziełu najwyższy znak jakości i mocno zachęcam, by spędzić z nim wiele emocjonujących chwil.

Trzeci sezon "Chucka" jest równie dobry, co dwa poprzednie. Momentami może nawet lepszy. A pomyśleć, że trzecia seria mogła w ogóle nie powstać.

W trakcie trwania "dwójki" podjęto bowiem decyzję, że serial zostaje zdjęty z anteny. Ta informacja nie zadowoliła fanów, więc postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i coś z tym fantem zrobić. Udało im się namówić sieć Subway, aby została sponsorem serialu i wyłożyła pieniądze na jego produkcję. Ogromne podziękowania należą się szefom Subwaya, gdyż to właśnie dzięki nim mogliśmy cieszyć się bardzo dobrym sezonem. Także - Dziękuję. :) Po czym z wstępu okołoserialowego przechodzę do wydarzeń świata przedstawionego.

Sezon trzeci zaczyna się w sześć miesięcy po wydarzeniach z finału "dwójki", w którym Chuck ściągnął do swojego mózgu Intersect 2.0, co sprawiło, że posiadł teraz nowe umiejętności, w tym sztuki walki(!).

Zaskakująco, na początku sezonu akcja idzie podobnymi ścieżkami, co wcześniej, co oznacza, że Chuck i Morgan znów pracują w BuyMore, Chuck i Sarah ciągle nie są parą, a Casey zachowuje się tak jak dotychczas.
Wszystko to jest spowodowane decyzją, jaką Bartowski podjął podczas tych sześciu miesięcy, które upłynęły od czasu wielkiego finału.


W pewnym momencie ten schemat ulega jednak zmianie, gdyż Chuck na poważnie zbliży się do bycia prawdziwym agentem; dwusezonowa tajemnica, którą skrywał przed rodziną i przyjaciółmi wyjdzie na jaw, a niespełnione uczucie pomiędzy Chuckiem, a Sarą, dostanie swoje szczęśliwe zakończenie.
Zanim jednak do tego wszystkiego dojdzie, dostaniemy bardzo dobre odcinki, przepełnione tajnymi misjami i romantycznymi uniesieniami, wszystko za sprawą nowych postaci, które pojawią się w serialu.

Do obsady dołączy bowiem Brandon Routh (czyli nowe wcielenia Supermana, z filmu "Superman returns"), a przez chwilę pojawi się też kolejna piękna brunetka, przewijająca się przez plan "Chucka" – Kirstin Kreuk (nota bene – dziewczyna Supermana ze "Smallville"). Postać Routha – agent Daniel Shaw jest zdecydowanie dużo bardziej rozbudowanym bohaterem i jednym z ciekawszych elementów tego sezonu.
Jego działania staną się w pewnym momencie siłą napędową fabuły i przyczynią się do powstania najlepszych epizodów tego sezonu, jeśli nie całego serialu.

Za najlepsze epizody uważam 12 i 13 ("Chuck versus the American Hero", "Chuck vs. The Other Guy") oraz 18 i 19 ("Chuck vs. The Subway", "Chuck vs. The Ring, part II").
To, co jest w nich tak satysfakcjonującego, to fakt, że swoje pozytywne rozwiązanie dostają kwestie, które od samego początku stanowiły oś dramatyczną serialu. Na dodatek sposób ich rozwiązania jest w zgodzie z ogólnie przyjętą koncepcją całości tego obrazu i stanowi doskonałe zwieńczenie wcześniejszych wątków.
Przy okazji trzeba zauważyć, że presja tego, że mogą to być ostatnie odcinki serialu, bardzo pozytywnie wpłynęła na twórców i jakość kolejnych epizodów. (pierwotnie zamówiono bowiem właśnie 13 odcinków)

Od strony muzycznej także jest bardzo dobrze, gdyż przez ekran po raz kolejny przewijają się znakomite znane i mniej znane utwory, które doskonale wpasowują się w panujący tutaj klimat. Pozwolicie, że wymienię tylko kilka z takich ciekawych dźwięków: "Black and Gold" Sama Sparro, "Can’t stop feeling" Franza Ferdinanda, "Right Round" Flo Ridy, "I am your skin" The Brevery, "Let’s all die" Jacka Penate, czy "Bohemian like you" The Dandy Warhols.
Listę wszystkich można odnaleźć natomiast tutaj.

Z ciekawostek i dodatkowych informacji, chciałem dodać, że polski panny Strahovski (a.k.a Strzechowska) w tym sezonie brzmi dużo lepiej i bardziej zrozumiale niż w "jedynce"; Koreanka Anna pojawia się jedynie epizodycznie, tak samo jak Emmett (menadzer BuyMore), a Casey (Spoiler!) okazał się ojcem. (EndOfSpoiler!)

Ogólnie rzecz biorąc – seans "Chucka" nadal jest ogromną przyjemnością, a jego kolejne odcinki wchodzą bezproblemowo. Cieszy mnie nowy kierunek, w jakim poszli twórcy w tym sezonie, gdyż jest on doskonałym uzupełnieniem tego, co mogliśmy oglądać wcześniej. Bardzo jestem też ciekawy tego, co zaserwują nam w nowej porcji odcinków, w sezonie czwartym, który zadebiutuje już 20 września.
PS. Tak, tak! "Chuck" dostał czwarty sezon! A oni go chcieli kasować po dwóch! Phi! ;)
12:30, kaczy_mike , Chuck
Link Dodaj komentarz »

"Chuck" to najnowsze dzieło Chrisa Fedaka oraz Josha Schwartza, twórcy "The O.C" i "Gossip Girl".
Serial opowiada o pracowniku sklepu elektronicznego Buy More, który przez zupełny przypadek staje się posiadaczem wszystkich rządowych sekretów. Na dodatek nie byle jakim posiadaczem, dlatego że te ściśle tajne informacje… zapisały się w jego mózgu. ;)
Działa on teraz jak super-komputer "The Intersect", z którego korzystały amerykańskie agencje wywiadowcze. Komputer został jednak zniszczony. Teraz wszystkie informacje w nim zawarte są w posiadaniu Chucka Bartowskiego, który od tego momentu będzie żyć w nieustannym niebezpieczeństwie.
Dwie agencje rządowe - NSA i CIA wysyłają swoich najlepszych ludzi, aby chronić Chucka oraz informacje, które posiada.
Od tego momentu Bartowski będzie towarzyszył Johnowi Casey i Sarze Walker w ich tajnych misjach, umożliwiając im tym samym bieżący dostęp do komputerowych informacji wprost ze swojej głowy. ;)

To w dużym skrócie fabuła serialu. Czego jednak nie dodałem, a co jest niezmiernie ważne, to fakt, że serial jest bardzo humorystyczny.
Podstawowym źródłem komizmu jest zestawienie zwykłego życia głównego bohatera, (będącego zwyczajnym komputerowym geekiem, znającym świat agentów specjalnych jedynie z filmów i gier), z arkanami świata agentury i specyficznych zasad nim rządzących. Dostajemy nie tylko niezliczoną ilość dowcipów sytuacyjnych i słownych, uwypuklających te różnice, ale także zestawienie barwnych postaci pierwszo i drugoplanowych, których zachowanie i sposób bycia sprawiają, że widz nie może się nie zaśmiać.

Do tego należy dodać dużo scen akcji, specyficzny wątek miłosny* oraz bardzo dobrą muzykę, (dobraną przez Alexandrę Patsavas, music supervisora z "O.C", "Gossip Girl" i "Grey’s Anatomy"), a otrzymamy przepis na serial lekki, łatwy i przyjemny, a przez to bardzo wakacyjny, który miło się ogląda.

*(Wątek miłosny jest specyficzny, ponieważ Chuck na potrzeby swojej przykrywki, jest w związku partnerskim z Sarą, będącą agentką CIA. Problem w tym, że Chuck chciałby też być w prawdziwym związku ze swoją "biurową" partnerką, jednak jest to niezgodne z zasadami. Ta sytuacja prowadzi do wielu frustracji głównego bohatera, a także do coraz nowszych pomysłów na ominięcie zasad oraz złamanie profesjonalnego oporu Sary, która prywatnie też lubi Chucka.)

Muzyka jest natomiast bardzo przebojowa, ponieważ dużo jest tutaj znanych i lubianych utworów, takich jak chociażby moje ulubione "Cobrastyle" Teddybears & Mad Cobry, "Gone Daddy Gone" Gnarlsa Barkley’a, "Chelsea Dagger" Fratellisów, "Hot Mess" Sama Sparro, "Fever" Peggy Lee, czy nawet "Toxic" Britney Spears.
Do tego dochodzą nowe odkrycia, jak chociażby "Love it all" Kooksów, "Buildings and Mountains" The Republic Tigers, "Foux du Fafa" Flight of the Concords, "Keep Yourself Warm" Frightened Rabbit oraz stare hity z lat 80tych i 90tych, na czele z "Friday I'm in love" The Cure, "Mr. Roboto" Styxu, "Jump Around" House of Pain, czy "Africa" Toto.
Zresztą tutaj i tutaj znajdziecie pełną listę piosenek, które pojawiły się w "Chucku".

W dziale muzyki warto też wspomnieć o bardzo przyjemnym utworze z czołówki serialu. Fragment "Short Skirt/Long Jacket" zespołu Cake, w połączeniu z rysunkową opowieścią z napisów początkowych naprawdę świetnie się ogląda i słucha. Do tego w fajny sposób oddaje ona lekki charakter serialu. :)



Interesting info:
-> Każdy odcinek serialu nosi tytuł "Chuck versus…".
-> "Chuck" został nagrodzony kilkoma nagrodami, z czego najważniejsze to nagroda Entertainment Weekly dla Najlepszego Serialu Komediowego oraz Emmy za najlepsze efekty kaskaderskie.
-> Na podstawie serialu powstał komiks(!) wydawany przez DC Comics. ;) (Na oficjalnej stronie serialu można je nawet poczytać) :)
-> Wikipedia podaje też, że powstało kilka internetowych "spin-offów": video-blog Morgana, "Meet the Nerd Herders" i "Chuck versus the Webisodes". Wszystkie trzy znajdziecie na oficjalnej stronie serialu.
-> Aktorka Yvonne Strahovski jest Australijką polskiego pochodzenia, a jej prawdziwe nazwisko to Strzechowski. :)
-> Odcinek trzynasty drugiej serii pokazywany był w… trójwymiarze.
Niestety był to trójwymiar średniej jakości, podobny do tego, który oglądałem kiedyś w "Piorunie" i bardziej mi on przeszkadzał niż sprawiał dodatkową radość. Niemniej jednak trzeba przyznać twórcom, że mieli naprawdę ciekawy pomysł. Swoją drogą była to pierwsza w historii emisja programu telewizyjnego w takim formacie. 
-> W odcinku piątym – "Chuck versus the Sandworm", jest scena parodiująca The O.C, z "Dice" lecącym w tle i Chuckiem biegnącym do Morgana, żeby mogli zalożyc swój wspólny Haloweenowy kostium. I jest zrobiona dokładnie w tym samym stylu, jak scena pokazująca Ryana biegnącego, żeby pocałować Marissę w Nowy Rok, z pierwszego sezonu O.C.
-> To nie jedyne połączenie z tym serialem. Epizodyczne role mają tutaj bowiem Rachel Bilson (:D) i Melinda Clarke, obie znane z poprzedniej produkcji Schwartza. :)
-> Dostajemy także bohatera innego znanego serialu. W drugim sezonie pojawia się tutaj Dominic Monaghan, znany z "Lostów", a jego rola gwiazdy rocka jest naprawdę zabawna.
-> W "dwójce" mamy też przyjemność oglądać Jordanę Brewster, znaną z "Szybkich i Wściekłych". :)

Na razie wyemitowano dwa sezony serialu. Wiadomo już, że powstanie trzeci, którego emisja rozpocznie się najprawdopodobniej w marcu przyszłego roku. Chodzą jednak słuchy, że NBC może puścić serię odcinków wcześniej, umieszczając "Chucka" w miejsce swojej nowej, ostatnio anulowanej, komedii. Viva la Buy More. ;)
12:29, kaczy_mike , Chuck
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 lutego 2011

Już od kilku ładnych lat prowadzę bloga poświęconego zagadnieniom serialowo-filmowym.

Jakiś czas temu postanowiłem stworzyć spis treści dla wpisów z tamtej strony i tak założyłem poniższy blog.

Ostatnio stwierdziłem, że posiadając tak dobry adres jak "serialowy.blox.pl", szkoda by go nie wykorzystać do rozpropagowania moich recenzyjnych treści. Postanowiłem więc umieszczać także tutaj moje wpisy dotyczące seriali.

Postaram się umieszczać nowy wpis co kilka dni, także zapraszam do odwiedzin. :)

Pełna lista oglądanych przeze mnie produkcji znajduje się natomiast w dziale Spis Treści.

Serdecznie zapraszam do lektury! :)

14:25, kaczy_mike
Link Dodaj komentarz »


Trzeci sezon "True Blood" stracił sporo z werwy, cechującej poprzednie serie.
Tempo jest słabsze, dylematy bardziej wydumane, zagadki mniej tajemnicze, a cliffhangery nie zachęcają już tak bardzo do następnych odcinków, jak kiedyś.


Wszystko to wynika z innego zarysu fabuły. Poprzednio motorem napędowym były zagadki, których rozwiązaniem zajmowali się bohaterowie. Teraz więcej czasu poświęcono na zgłębienie charakterów poszczególnych postaci i przybliżenie ich sposobu myślenia, i zachowania. Nie mogę powiedzieć, że nie jest to ciekawe, jednak zdecydowanie mniej porywające niż wydarzenia dwóch poprzednich serii.

Można powiedzieć, że trochę spiłowały się kły tego serialu. Jest to o tyle zaskakujące, że w tym sezonie kłów akurat przybyło. Głównie za sprawą watahy wilków-wilkołaków(!).
Niestety potencjał, wynikający z pojawienia się tych stworzeń w Bon Temps, nie został w pełni wykorzystany. Ich rola sprowadza się bowiem jedynie do bycia podwładnymi wampirów (sic!). Właściwie – jednego wampira. Russella Edigntona. Nieumarłego, którego ambicją jest... rządzić światem(!).
Postać Edingtona jest jednym z najciekawszych elementów nowego sezonu. Russell jest bowiem doskonałym "bad-guyem". Szalonym, nieobliczalnym i żądnym władzy. Na dodatek cechuje go wysoka kultura osobista oraz ciekawe poczucie humoru, objawiające się częstymi sarkastycznymi uwagami. Edington interesująco wypada na ekranie, gdyż to, co robi, jest zaskakujące i szokujące (najlepszym przykładem – jego specyficzny występ w telewizji!).

Znaczącym elementem fabuły jest także wątek rodziny Sama. W "trójce" poznajemy jego matkę shape-shifterkę, zwyczajnego ojca oraz brata(!), który też odziedziczył nadprzyrodzone zdolności.
Pod koniec drugiego sezonu niezmiernie się cieszyłem, że dowiemy się czegoś więcej na temat pochodzenia umiejętności Sama. Oglądając "trójkę" niestety nieco się zawiodłem. Nowe odcinki nie oferują bowiem odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie o przyczynę tych zdolności. Jedyne, czego się dowiadujemy, to fakt, że matka oddała Sama do adopcji rodzinie Merlottów, zaraz po jego narodzinach. Liczyłem na więcej!

Ten wątek jest niezły, ale nieco zbyt "zwyczajny", jak na mój gust. Za mało w nim nadprzyrodzonych elementów, rzucających światło na charakterystykę dziwnego zjawiska, jakim jest przekształcanie się w dowolne zwierzę.
Być może historia rodziny Sama rozkręci się w następnym sezonie?! Oczywiście, jeśli ten wątek jeszcze się nie zakończył. (Serię kończy cliffhanger, więc nic nie jest pewne).

Warto wspomnieć także o wątku wyjaśniającym zdolności Sookie.
W odróżnieniu od wątku Sama, tutaj dowiadujemy się jaka jest przyczyna szczególnych umiejętności głównej bohaterki. Tym razem odpowiedź jest jednak aż nadmiernie nadprzyrodzona. Dość powiedzieć, że sama Sookie powie: "I'm a ...?! How fucking lame!", gdy dowie się o pochodzeniu swoich zdolności. Nie chcąc zdradzać więcej, napiszę jedynie, że wyjaśnienie jest szalenie zaskakujące, a komentarz bohaterki – uzasadniony.

"Trójka" postawiła również na znaczną rozbudowę wątków homoseksualnych. Napięcie erotyczne pomiędzy przedstawicielami tej samej płci jest tu mocno wyczuwalne, a niektóre "parowanie" bohaterów mocno zaskakujące, (scena z Billem i Samem w jednym z pierwszych odcinków była strasznie dziwna).

Poza rozwijaniem głównych elementów fabuły, twórcy "pojechali też po bandzie", szokując widza "pokręconymi" scenami seksu (dosłownie!), czy puszczczając wodze wyobraźni bez ograniczeń, przy wprowadzaniu nowych nierzeczywistych istot.
W sezonie trzecim dowiadujemy się o istnieniu tak dziwnych nadprzyrodzonych stworzeń, że pytanie, które pada z ust Jasona: "Czy Święty Mikołaj też istnieje?", staje się w pełni uzasadnione. Okazuje się bowiem, że w świecie tego serialu, wszystko jest możliwe.

Nie chcę wchodzić w więcej szczegółów dotyczących fabuły.
Napiszę jedynie, że sezon trzeci dobrze się ogląda. Mimo, że rozrywka jest mniejsza niż przy poprzednich odsłonach. "Trójka" nie budziła we mnie tak silnych emocji, jak wcześniejsze serie, a rozwiązania fabularne mniej mnie przekonywały. Jest po prostu dobrze. Szkoda, że nie świetnie.

Niedawno wyczytałem, że sezon czwarty ma być ostatnią telewizyjną odsłoną serialu, po której mamy dostać film kinowy. Patrząc na lekką tendenję spadkową formuły, takie rozwiązanie bardzo mi odpowiada. (Zobaczymy jednak jak się sprawy potoczą).

PS. Z zadowoleniem stwierdziłem, że smak napoju Tru Blood się nie zmienił. Mogłem więc nadal delektować się jego słodkim smakiem, podczas seansu kolejnych odcinków.
Odkryłem też, że sprzedaż butelkowanej "Czystej Krwii" prowadzona jest już nie tylko przez serwis HBO.com, ale również przez sieć amerykańskich sklepów Borders. Jeśli więc będziecie mieli szansę być w jednym z nich, serdecznie polecam Tru Blood. :) Napój prawdziwego fana! ;)
W poprzednim wpisie jedynie o nich wspominałem, teraz pomyślałem sobie - co mi szkodzi, żeby je umieścić? Mowa o sześcioodcinkowej serii mini-epizodów, zatytułowanych "A Drop of True Blood", które mają umilić czas fanom w oczekiwaniu na najnowszy sezon serialu. A jako, że powrót nastąpi już jutro wieczorem (u nas w środku nocy), to bardzo odpowiedni moment, by je obejrzeć. :) Sam z ogromną chęcią się za nie zabiorę, także umieszczam pliki wideo bezpośrednio na stronie. Enjoy!

Drugi sezon "Czystej Krwi" rozpoczyna się dokładnie w momencie, w którym skończył się pierwszy – gdy Sookie wraz z Tarą i Samem odnajdują czyjeś ciało w samochodzie, na parkingu przed barem.
Okazuje się, że jest to ciało kobiety, która ma wycięte serce(!).
To dziwne morderstwo będzie pierwszą z zagadek nowego sezonu.

W "dwójce" dostajemy dwa główne wątki napędzające fabułę oraz całą masę pomniejszych historii, które także są szalenie intrygujące, a czasami nawet okazują się częścią większej całości.
Dwoma przewodnimi wątkami, o których mowa są: tajemnicza kobieta Maryann, która wydaje się mieć jakąś magiczną moc nad mieszkańcami miasteczka, oraz zatarg pomiędzy wampirami, a Fellowship of the Sun, chrześcijańską organizacją, która nienawidzi tych "stworzeń Ciemności".

Choć oba wątki są intrygujące i ciekawie poprowadzone, mi do gustu dużo bardziej przypadł ten z "boskim ugrupowaniem". Może dlatego, że jest krótszy, przez co napakowany akcją do granic możliwości?
Szczególne wrażenie zrobiły na mnie odcinki 7 i 8 ("Release Me" i "Timebomb") , w których otrzymujemy "misję ratunkową", mającą na celu oswobodzenie schwytanego przez Kościół 2000-letniego wampira Godryka oraz nagły przebłysk rozumu w głowie Jasona Stockhouse’a i jego zmianę frontu działania. Te dwa odcinki to po prostu szalona rollercoasterowa jazda i chyba najlepsze odcinki serialu. Chociażby dla nich warto sięgnąć po dzieło Alana Balla.

Kilka pobocznych wątków też jest niezmiernie ciekawych. Poczynania Jessici, czyli wampirzycy stworzonej przez Billa w pierwszym sezonie, należą właśnie do tej kategorii. Jessica nie do końca radzi sobie ze swoją nową rolą i dość ciężko przystosować się jej do sytuacji, w której się znalazła. Sprawy dodatkowo utrudnia fakt, że Jessica bliżej zaznajamia się z Hoyttem Fortenberrym, co choć jest dla niej niezmiernie pozytywnym doznaniem, ukazuje jej jak bardzo jej obecny stan różni się od zwykłego ludzkiego życia. Jej historia jest ciekawie poprowadzona i przysparza wielu pozytywnych wrażeń, gdyż często związana jest z całkiem zabawnymi i zaskakującymi sytuacjami.
Jedną z nich jest przygotowywanie przez Hoytta odpowiedniego nastroju dla ich pierwszej wspólnie spędzonej nocy, (która na dodatek będzie ich inicjacją seksualną), przy dźwiękach "Bleeding Love" Leony Lewis. Szczerze mówiąc bardzo odpowiada mi takie poczucie humoru. ;)

Ciekawe są również wątki dotyczące ludzi ze zdolnościami. Okazuje się bowiem, że na świecie żyje więcej telepatów, takich jak Sookie oraz shape-shifterów, takich jak Sam. Wprawdzie innych przedstawicieli ich "gatunków" nie oglądamy długo, jednak ich pojawienie się jest bardzo ciekawe, ze względu na informacje, jakich dzięki nim dowiadujemy się o naszych bohaterach i ich umiejętnościach. Cieszę się też na to, że w sezonie trzecim najprawdopodniej dowiemy się o nich jeszcze więcej, gdyż rozwój wydarzeń wskazuje na dokładnie taki obrót spraw.

Nie chcę wchodzić już w więcej szczgółów dotyczących fabuły. Powiem jedynie, że "True Blood" jest nadal doskonale napisany, wyreżyserowany i zagrany, tak że każdy odcinek jest szalenie wciągający i niezmiernie emocjonujący. Ostatnimi czasy mało który serial budzi we mnie aż tak silne fizyczne reakcje i głębokie emocjonalne zaangażowanie. I choć pod koniec sezonu zawrotne tempo wydarzeń nieco spowalnia, to i tak serial nadal bardzo dobrze się ogląda.
Z ogromną chęcią sięgnę po sezon trzeci, (którego premierowy odcinek wyemitowany zostanie już 13 czerwca), kiedy już uzbiera się odpowiednia pula nowych odcinków. To dlatego, że cliffhangery w tym serialu są tak perfekcyjnie skonstruowane, że nie wyobrażam sobie, żebym mógł oglądać jedynie jeden odcinek na tydzień.

To w zasadzie tyle z informacji, jakimi chciałem się podzielić w temacie drugiego sezonu "True Blood". To jednak nie koniec tego wpisu, gdyż chciałem poruszyć jeszcze kilka dodatkowych spraw.



Pierwszą z nich jest kilka słów o napoju Tru Blood. Tak jak zapowiadałem, podczas swojego zeszłorocznego wyjazdu zbadałem czy krwisty napój rzeczywiście dostępny jest w sklepach.
Odpowiedź jest następująca – i tak, i nie!
Nie, ponieważ w zasadzie dystrybucja napoju prowadzona jest jedynie przez internetowy sklep HBO.com, gdzie można zamówić sobie czteropak, bądź większą ilość syntetycznej krwi, za dość przystępną cenę 16 dolarów za cztery 400ml butelki. (Niestety dostawa przewidziana jest tylko na terenie USA i Kanady, ale są ludzie na eBay’u, którzy sprzedają napój już na globalną skalę).
Tak, ponieważ jakimś niespodziewanym zbiegiem okoliczności natrafiłem na pojednyczny sklep, który sam zamówił opakowania "krwi", wprowadzając ją do zwykłej dystrybucji. Możliwe więc, że nie tylko sprzedawcy Hot Topica w centrum Hollywood & Highland wpadli na ten pomysł.

Stałem się więc (prze)szczęśliwym posiadaczem "syntetycznej krwi". :D I z chęcią podzielę się zdobytymi wrażeniami.
Tru Blood jest bardzo smacznym i bardzo słodkim napojem o smaku "krwawej pomarańczy". Jego konsystencja jest jak konsystencja innych lekko-gazowanych napojów, a nie taka jaka "być powinna", czyli gęsta i lepka, jak sama krew. (Co zresztą byłoby do osiągnięcia, chociażby poprzez zastosowanie mikstury, jaka stosowana jest do wytworzenia serialowej "syntetycznej krwi").
Jeśli chodzi o sam smak napoju, to zaskakująco przypomina on mocno... tabletki musujące Plusssz zmieszane z pomarańczowo-brzoskiwiowym napojem Tymbarka. Dodatkowo znajduje się w nim duża zawartość cukru, co daje bardzo słodki posmak.
Choć nie jestem do końca przekonany czy samodzielne zmieszanie tych składników dałoby identyczny efekt smakowy, to jednak właśnie takie konkretne skojarzenia przyszły mi i S. do głowy po spróbowaniu tego napoju.
Jedno jest jednak pewne – Tru Blood jest naprawdę smaczne i mogę je szczerze polecić jako przemiły dodatek do doskonałego serialu. :) (Jako prezent dla fana sprawdza się więc znakomicie).

Drugą ciekawą sprawą jest informacja dotycząca zlotu fanów serialu, który ma się odbyć w dniach 6-8 sierpnia w Northampton, w Wlk. Brytanii. Więcej na ten temat można przeczytać tutaj. Może ktoś z Was akurat będzie miał szansę się tam wybrać? :)

Ostatnią rzeczą, o jakiej chciałbym wspomnieć, są mini-epizody, stworzone przez Allana Balla, aby umilić widzom czas oczekiwania na trzeci sezon serialu. Ich sześcioodcinkowa seria jest do odnalezienia chociażby tutaj.

Teraz to już wszystko, czym chciałem się podzielić.

"True Blood" to jeden z najnowszych seriali HBO, skupiający się na tematyce wampirów. Twórcą serialu jest Alan Ball, człowiek który stworzył "Sześć stóp pod ziemią", a sama opowieść oparta jest na serii książek pani Charlaine Harris.

"Czysta Krew" jest intrygującym serialem, ponieważ podejście twórców do wampirzej tematyki jest bardzo ciekawe.

Po pierwsze – wizja wampirów pozostała w zgodzie z "kanonem" opowieści o nich. Wampiry nie mogą wychodzić na światło słoneczne, mogą zginąć od drewnianego kołka, niektóre potrafią zamienić się w nietoperze lub inne zwierzęta, a do tego są super-szybkie (tak jak to było już w "Wywiadzie z wampirem", który udało mi się ostatnio, (w końcu), obejrzeć).

Pewne zmiany też są, ale są one bardzo intrygujące i mieszczące się w zasadach "kanonu". Wampiry obawiają się… srebra (tak jak to normalnie przystało wilkołakom), natomiast ani czosnek, ani woda święcona zupełnie na nie nie działają. Potrafią mesmeryzować ludzi (innymi słowy oczarowywać), a mieszkając wspólnie, w "hordach" robią się bardziej niebezpieczne i trzymają się swojej krwiożerczej natury. Natomiast jeśli zamieszkają same, niewiele będą się różnić od zwykłych ludzi. Ot, czasami będą musiały wypić trochę krwi.

Co sprowadza nas do następnego punktu – czyli napoju "Tru Blood", stworzonego przez Japończyków, będącego syntetyczną krwią. :)
Dzięki niemu wampiry mogą zaspokoić swoje potrzeby żywieniowe i swobodnie żyć wśród zwykłych śmiertelników.

Po trzecie – "coming out of coffins", wyjście z ukrycia.
Od niedawna wampiry "wyszły ze swoich trumien" i żyją wspólnie z normalnymi ludźmi. Dzięki syntetycznej krwi jest to dla nich możliwe i relatywnie mało uciążliwe.
Jest nawet Liga Wampirów - organizacja walcząca o większe prawa dla tej "mniejszości społecznej".


Po czwarte – nie tylko wampiry wysysają krew. Także ludzie zaczęli żywic się krwią wampirów, dla własnych celów. Dzięki tzw. "v-juice" człowiekowi rośnie libido, a wszystkie zmysły są bardzo wyczulone na otaczający świat, także zażywający zupełnie "odlatuje" po jej wypiciu. Z tego powodu “V” traktuje się jak narkotyk. Do tego należy jeszcze dodać, że jest to doskonałe… lekarstwo, ponieważ odżegnuje wszelkie choroby.



To nie wszystkie powody, dla których "Czysta Krew" jest intrygująca i wciągająca zarazem.

Dochodzą do tego nietypowe postacie.
Główna bohaterka Sookie Stockhouse jest kelnerką, posiadającą pewną zaskakującą umiejętność. Potrafi bowiem… czytać ludziom w myślach. Jest to zarazem jej dar, jak i przekleństwo. Utrudnia ono bowiem normalne kontakty z innymi. (Dlatego, gdy do miasta wprowadza się wampir Bill, a ona nie potrafi usłyszeć ani jednej jego myśli, jest nim oczarowana i chętna bliższego poznania. Przy nim po prostu może odpocząć, nie musi się starać nie "podsłuchiwać" myśli swoich bliskich).

Jej przyjaciółka Tara, jest pyskatą młodą kobietą, nie potrafiącą ostać się w żadnej pracy. Od lat podkochuje się w bracie Sookie – Jasonie, który nie dość, że jest podrywaczem, to jeszcze seksoholikiem.
Właściciel baru, w którym pracuje Sookie – Sam Merlott, od dawna zakochany jest w swojej podopiecznej. Sam jest samotnikiem i osobą, która sprawia wrażenie jakby skrywała jakąś tajemnicę.
Do tego wszystkiego dochodzi nowy/stary mieszkaniec Bon Temps – wampir Bill Compton. Bill za życia mieszkał w miejscowości, dopóki nie wyruszył na wojnę (Secesyjną), a w wampira został zamieniony tuż przed powrotem do domu.
Fakt, iż jest wampirem sprawia, że jest to wyjątkowo ciekawa postać. To on wprowadza nas w arkana zasad rządzących ich światem.
Pojawiają się też inne postacie, które wnoszą wiele smaku i rozywki do tej opowieści. Dość wspomnieć o kucharzu Lafayettcie, który jest wyjątkowo dającą się lubić postacią, czy babci Sookie – kobiecie, która zawsze posłuży dobrą radą.
Dochodzi do tego jeszcze "mistyczny pies", jak go nazwała S. – zwierzę, które pojawia się zawsze, gdy naszej bohaterce grozi jakieś niebezpieczeństwo. ;)

Siłą
napędową intrygi są jednak niewyjaśnione morderstwa młodych kobiet, mieszkających w miasteczku. Ktoś zabija je z wielkim okrucieństwem, a władze nie potrafią ustalić tożsamości sprawcy. Głównym podejrzanym jest brat Sookie – Jason Stockhouse, gdyż to on był ostatnią osobą, z którą kontaktowały się wszystkie zabite kobiety. Podejrzenia padają także na Billa, gdyż to właśnie jego przyjazd rozpoczął okres morderstw w miasteczku.
Na rozwiązanie zagadki trzeba będzie poczekać do końca sezonu. Po drodze jednak dostaniemy ogromną liczbę cliffhangerów – akcja zostanie przerwana w najbardziej intrygującym momencie, a my nie będziemy mogli się doczekać, co będzie dalej.
Co sprowadza mnie do kolejnej rzeczy, które niezmiernie mi się w "True Blood" podoba. Jest nią linearność historii – nowy odcinek zaczyna się dokładnie w momencie, w którym skończył się poprzedni. Dzięki temu ma się wrażenie, jak gdyby samemu było się mieszkańcem miasteczka, uczestniczącym dzień po dniu w oglądanych wydarzeniach.

Serial jest bardzo klimatyczny. Poprzez umieszczenie akcji gdzieś wśród bagien Luizjany, atmosfera wydaje się duszna i gorąca. Odczuwa się panujący w Bon Temps klimat. Dochodzą do tego mroczne nocne kadry oraz obecność wampirów, po których nie wiadomo czego się spodziewać.
Zestawienie tych dwóch światów – małomiasteczkowego życia i nieśmiertelnego wampirzego żywota, daje bardzo ciekawe efekty i prowadzi do ciekawych refleksji na temat życia i podejścia ludzi do nieznanego.
Atmosferę budują także śmiałe sceny seksu oraz ukazana w realistyczny sposób przemoc.

Poza tym wszyscy bohaterowie mówią z południowo-amerykańskim akcentem, do którego trzeba się przyzwyczaić. Mi przyszło to bardzo latwo, ale niektórzy z moich znajomych nie przebrnęli nawet jednego odcinka, tak ich ten akcent do siebie zraził. Dlatego też zawczasu uprzedzam o jego występowaniu. Mam nadzieję, że wy nie dacie mu się zrazić, gdyż serial jest naprawdę wart oglądania. :)

Na zakończenie warto wspomnieć także o bardzo klimatycznej, specyficznej czołówce serialu. Widać w niej zarówno martwe zwierzęta, modlących się ludzi, jak i uprawiającą seks parę, czy osoby tańczące w nocnym klubie. A wszystko to w rytm piosenki "Bad Things" Jace’a Everetta, która jest bardzo dynamiczna i przyjemna, a z drugiej strony posiada nutkę tajemniczości, a nawet grozy. Daje to istną mieszankę wybuchową i czołówkę ogląda (i słucha) się z zaskoczeniem i przyjemnością.
(Moja ulubiona część to ta, w której oglądamy etapy rozpadu martwego lisa) ;)

Interesting info:
-> "True Blood" otrzymało bardzo wiele nagród środowiska filmowego, w tym najważniejsze: Złoty Glob dla Anny Paquin, za jej rolę Sookie Stockhouse, Sattelite Awards dla Anny Paquin i Nelsana Ellisa (Lafayette), a także Emmy w kategorii najlepszy casting oraz nagrodę magazynu Entertainment Weekly w kategorii: najlepszy serial dramatyczny.
Do tego czytelnicy serwisu Popcorner uznali serial za najlepszy debiut 2008 roku.
-> W serialu pojawiają się aktorzy znani z innych produkcji. Oprócz Anny Paquin, którą mogliśmy oglądać chociażby w "X-Menach", w "Czystej Krwi" możemy oglądać Lizzie Caplan, znaną z "Cloverfielda" i "Mean Girls", Todda Lowe’a, znanego z "Gilmore Girls" (chłopak Lane) oraz Zelijko Ivanka, który występował w ostatnim sezonie "Heroes".
-> Serial jest raczej ponury i mroczny, jednak da się odnaleźć w nim wiele humorystycznych momentów. Mnie szczególnie podobała się ta wymiana zdań:
-"Can I ask you a personal question?
-Well, you were just licking the blood from my head, it doesn't get more personal than that." ;)
-> Bardzo podoba mi się też nazwa baru prowadzonego przez wampiry. Zwie się on bowiem "Fangtasia" :)
-> Umieszczono nawet odniesienie do stacji HBO, która jest producentem serialu. W rozmowie telefonicznej jedna z bohaterek mówi swojej córce, żeby nie oglądała strasznych filmów na HBO. ;)
-> Twórcy cytują tutaj inne produkcje filmowe. Wspomina się tutaj nie tylko Buffy, czy Blade’a (czyli "pogromców wampirów"), ale nawet serial "Heroes" :)
-> Bardzo podoba mi się też dopracowanie szczegółów w serialu. W pewnym momencie widzimy bowiem okładkę magazynu z napisem "Angelina adoptowała wampirze dziecko". Uważam, że to bardzo zabawne. :D
-> Soundtrack serialu, wraz z genialną piosenką "Bad Things" można znaleźć tutaj. (via iTunes)
-> Należy także dodać, że akcja promocyjna serialu jest bardzo ciekawa.

Nie dość, że serial promują bardzo pomysłowe i dopracowane wizualnie plakaty, to jeszcze twórcy zdecydowali się wypuścić na rynek… napój "Tru Blood".
Poniżej znajdziecie plakaty reklamujące ten produkt. We wrześniu miał trafić na sklepowe półki, więc pewnie na wyjeździe sprawdzę te doniesienia. :)

Po bardzo długiej prerwie wróciłem wreszcie do serialu "House, M.D".
Nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego tak zwlekałem z rozpoczęciem szóstego sezonu. Mogę natomiast zdradzić, że ta odsłona przygód cynicznego lekarza bardzo mi się podobała. Mimo, że fabuła została poprowadzona zupełnie innymi torami niż poprzednio. (A może właśnie dlatego?)

Jak wielkie zaszły zmiany?!

Po pierwsze – nastąpiło zupełne odwrócenie pierwotnych proporcji.
Z sezonu na sezon twórcy poświęcali coraz więcej czasu na relacje pomiędzy głównymi bohaterami, poszczególne przypadki medyczne umieszczając na dalszym planie. W "szóstce" doszło do tego, że pojawiają się odcinki bez udziału zagadki medycznej ("Lockdown").

Można powiedzieć, że nastąpiła "Chirurgizacja" "House'a". Serial swoją formułą upodobnił się do dzieła Shondy Rhymes – "Grey's Anatomy". Tam od samego początku losy grupy stażystów były ważniejsze niż dziwne przypadki medyczne, pojawiające się w każdym odcinku. Teraz taki los spotkał także "Dr. House'a".

Sezon szósty jest najbardziej personalny ze wszystkich dotąd emitowanych. Z odcinkami w pełni skupiającymi się na sesjach terapeutycznych House'a ("Broken", "Baggage"), czy sytuacjami, które pokazują, że doktor wierzy w "karmę"; w powracanie dobra, które sami przekazujemy innym.

Szczerze mówiąc – nie przeszkadza mi taki obrót spraw. Ostatecznie serial oglądałem (i nadal oglądam) właśnie po to, żeby zobaczyć co House zabawnego powie, czy wymyśli. Nie wspominając o tym, że jego specyficzne relacje z innymi od samego początku bardzo mnie intrygowały.

Po drugie – House się zmienił!
Pobyt w szpitalu psychiatrycznym, (którego przebieg możemy oglądać w pierwszym (podwójnym) epizodzie nowego sezonu), zmienił jego nastawienie do otaczajęcej rzeczywistości. Greg zaczął bardziej się przejmować i troszczyć o innych. Bezinteresownie pomagać. Chodzić na terapię.

Na szczęście nie zmienił się jego cięty język i niekonwencjonalne metody, (będące przecież największym źródłem humoru).

Po trzecie – więcej czasu poświęco innym bohaterom.
W "szóstce" ważne są nie tylko relacje House'a z innymi, ale także interakcje pomiędzy resztą bohaterów.
W wielu epizodach możemy oglądać mocno rozwinięte wątki personalne: problemy małżeńskie Chase'a i Cameron, Taub'a i żony oraz niesnaski w związku Trzynastki i Foremana.
Na dodatek dostajemy całe odcinki, pokazujące wydarzenia z perspektywy innych postaci. Dzień widziany oczami Wilsona, w epizodzie "Wilson", oraz skupione na Cuddy "5 to 9".
(Warto wspomnieć także o pojawieniu się jednego z moich ulubionych bohaterów epizodycznych – detektywa Lucasa. Niezmiernie lubię tę postać, dlatego ucieszyłem się, że powróciła do fabuły. Na dodatek – nieźle w niej namieszała).

Jak zatem widać – schemat obrócił się o 180 stopni.
Umożliwiło to utrzymanie serialu na interesującym poziomie i uniknięcie wrażenia monotonii. Jest zdecydowanie inaczej niż na początku. Dzięki temu kolejne odcinki świetnie się ogląda.
Muszę przyznać, że serial wciąż trzyma wysoki poziom. Mimo, że w sezonie szóstym jest mniej emocjonująco niż w drugiej połowie (mojej ulubionej) "piątki", to realizacyjnie wszystko znów jest dopięte na ostatni guzik. Nadal jestem na tak! :)
14:09, kaczy_mike , House
Link Dodaj komentarz »

Właśnie skończyłem oglądać piąty sezon House'a. I muszę przyznać, że ostatnie sześć odcinków (od 5x19) to była prawdziwa jazda bez trzymanki. Większość odcinków była odmienna od reszty i posiadała w sobie element zaskoczenia, co niezmiernie mi się podobało. Ponieważ w każdym odcinku, który obejrzałem było coś naprawdę intrygującego, to chciałem powtórzyć mój zabieg opisywania każdego odcinka z osobna. :)

Tak więc zaczynamy.
5x14 "The Greater Good"
100-tny odcinek serialu. Spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Że to będzie odcinek odmienny niż wszystkie, że będzie mnie trzymał w napięciu jak jeszcze żaden. A okazało się, że twórcy poszli w zupełnie inną stronę. Dostaliśmy zwyczajny, dobry odcinek House'a, ale bez żadnych większych ekstrawagancji. Przypadek kobiety, która zrezygnowała z prowadzenia badań nad nowym, lepszym lekarstwem na raka, nie jest jakoś wybitnie ekscytujący. Ogląda się to nieźle, ale ten odcinek nie wzbudził we mnie jakichś większych emocji.
Nie wiem czemu twórcy nie chcieli wyróżnić tego, że to już setny odcinek. Przecież wystarczyłoby zmienić kolejność i jako #100 dać odcinek 5x09 "Last Resort", który już od pierwszych scen wyglądał na świetny, a potem było już tylko lepiej.
No, ale w końcu nie można mieć wszystkiego. Ostatecznie odcinek setny zachowany jest w tym samym klimacie, co większość odcinków serialu. I może tym właśnie uczczono, że Houseowi stuknęła już setka. ;)

5x15-5x18 - dobre odcinki, na stałym poziomie, dobrze się ogląda, ale jakoś nie pamiętam, by coś szególnie je wyróżniało. Odmiennie od kolejnych odcinków, o których poniżej.

5x19 "Locked In"
Przypadek mężczyzny, którego całe ciało jest sparaliżowane i który jest dosłownie "zamknięty w sobie", gdyż jego mózg jest w pełni funkcjonalny, jest ciekawy szczególnie dlatego, że sposób opowiadania o nim taki jest. Możemy go bowiem oglądać od wewnątrz, z perspektywy samego pacjenta, jego oczami i słysząc jego myśli. Ten zabieg sprawia, że dużo bardziej wczuwamy się w akcję i tym bardziej chcemy, żeby lekarzom udało się dobrze zdiagnozować chorobę.
Ten odcinek oglądało mi się wyśmienicie, właśnie z powodu tego ciekawego sposobu narracji.

Dowiedziałem się też, że film "Motyl i Skafander" był kręcony podobną metodą, więc możliwe, że w końcu skuszę się na to dzieło. :)
+ House parafrazuje tutaj serial Heroes, mówiąc do Tauba: "save the cheerleader, save your world!" ;)

5x20 "Simple Explanation"
Odcinek, w którym Kutner popełnia samobójstwo(!!). Jest to bardzo zaskakujące, zważywszy że kilka odcinków wcześniej była rozmowa na ten temat i wszystko wskazywało na to, że ze wszystkich bohaterów, akurat Kutner byłby najmniej skłonny dokonać takiego czynu. No, ale w końcu "pozory mylą". To, co podobało mi się w tym odcinku to oczywiście samo zaskoczenie, że coś takiego się stało, ale także zabieg techniczny wykorzystany w tym odcinku. Otóż dla podkreślenia smutnego klimatu wydarzeń, światło było tutaj celowo przyciemnione. Każdy kadr był spowity ciemną aurą, co naprawdę dobrze wyglądało.
Poza tym sama fabuła i rozterki bohaterów, pokazujące jak to wydarzenie na nich wpłynęło, też oczywiście były świetne. Dobrze się to wszystko oglądało, zwłaszcza że dostaliśmy tutaj podstawę do tego, co będzie działo się z Housem w kolejnych odcinkach.
Aha - pomysł uśmiercenia Kutnera wyszedł od aktora Kala Penna, który chciał pożegnać się z serialem, ponieważ miał na oku inną ofertę pracy. Tą ofertą była praca w... Białym Domu(!), a dokładniej w White House Office of Public Engagement and Intergovernmental Affairs, gdzie Penn został Associate Director of Public Engagement (Youth, Arts and Asian American & Pacific Islander Communities).


5x21 "Saviors"
Odcinek niezły, gdyż House "lost his mojo", Wilson próbuje mu pomóc je odzyskać, a my dostajemy wiele scen z Cameron i Chasem, którzy najwyraźniej przeżywają jakiś kryzys w swoim związku. Wszystko to oczywiście ma związek z tym, że Kutner odebrał sobie życie, a każdemu na własny sposób, trudno jest się z tym pogodzić.
No i ta końcówka!! House widzi w swoim mieszkaniu Amber(!), która mówi do niego "looks like you're not losing it after all", co zresztą ma dokładnie odwrotny wydźwięk. Ta scena niezmiernie mi się podobała. Zwłaszcza, że twórcy znaleźli sposób, żeby przywrócić moją ulubioną Amber. :D

5x22 "House Divided"
Świetny odcinek! House widzi teraz Amber przez cały czas, a ona jako emanacja jego podświadomości, podsuwa mu kolejne pomysły co do diagnozy pacjenta. Dzięki temu dowiadujemy się w jaki sposób House myśli, a także ile rzeczy podświadomie dostrzega. Dynamika ich relacji jest zresztą podobna do tej, którą House miał z prawdziwą Amber, więc doskonale się to ogląda.
Poza tym możemy oglądać tutaj wieczór kawalerski, jaki House przygotowuje dla Chase'a oraz scenę-perełkę, w której House z boom-boxem na ramieniu i okularami na oczach tańczy do hip-hopowego kawałka Public Enemy. (Scena do obejrzenia tutaj) :)
W tym odcinku jest bardzo wiele zabawnych scen, jak również parę dramatycznych zwrotów akcji, co czyni z niego jeden z lepszych w piątej serii, a co za tym idzie, także w całym serialu. Znakomicie się bawiłem oglądając poczynania House'a w tym odcinku. A fakt, że znowu mogliśmy oglądać jedną z moich ulubionych postaci, czyli Amber, też pozytywnie wpłynął na mój odbiór. :)

5x23 "Under My Skin"
Po tym jak "Amber" próbowała otruć Chase'a podczas jego wieczoru kawalerskiego, House postanawia pozbyć się swojej halucynacji. Nie jest to jednak łatwe zadanie i kiedy kolejne ekstremalne metody nie działają, Gregory postanawia odstawić leki(!). O pomoc prosi Cuddy, a to prowadzi do bardzo ciekawej i długo-oczekiwanej sceny. "-You want to kiss me right now, don't you? -I always want to kiss you!", po czym House i Cuddy zaczynają się całować i rozbierać. Yes! :D

5x24 "Both Sides Now"
Detox i seks z Cuddy bardzo pozytywnie wpłynęły na House'a. Przestał widzieć Amber i zaskakująco czuje się znakomicie. Nie ma żadnych symptomów odstawienia uzależniającej substancji i ogólnie powrócił do bycia sobą "pełną gębą".
Wątek Chase'a i Cameron, traktujący o ich kryzysie w związku, spowodowanym tym, że "I kept my husbands sperm" był jak zaczerpnięty z telenoweli, a przez to bardzo zabawny, a zarazem emocjonujący. Wszystkie teksty, w stylu: "It's sad when sperm comes between people" niezmiernie mi się podobały, a sam wątek był w ciekawy sposób poprowadzony. A cała sytuacja kończy się ślubem(!). :)

Nowy pacjent, który ma problem z przepływem neuronów w mózgu, też jest ciekawym elementem tego odcinka. Jego choroba objawia się bowiem tym, że nie panuje wcale nad swoją lewą ręką, która "żyje własnym życiem", a jego prawa półkula nie posiada połączenia z lewą. Sceny z pacjentem są naprawdę dobre, gdyż opierają się na pewnej irracjonalności i śmieszności zaistniałej sytuacji. :)

Powracając jednak do najlepszej części odcinka (najlepsze zostawiłem na koniec), czyli House'a i Cuddy, pod koniec epizodu okazuje się, że Gregory wcale nie przespał się z Cuddy, że wcale nie odstawił Vicodinu, jak również że wcale nie pozbył się swoich halucynacji. Cały wieczór spędzony z Cuddy, który mogliśmy oglądać w poprzednim odcinku, był jedynie wytworem wyobraźni lekarza. To odkrycie sprawia, że House postanawia zasięgnąć pomocy w... szpitalu psychiatrycznym(!!).

Wszystko to sprawia, że finałowy odcinek piątej serii jest kolejnym świetnym odcinkiem finałowym i kolejnym świetnym odcinkiem w serialu jako całości. Twórcom znowu udało się zrobić nas "w konia" pokazując coś, co było jedynie wytworem wyobraźni głównego bohatera i co prowadzi do bardzo dramatycznych odkryć. I oby tak dalej! ;)


Jak widać sezon piąty oglądało mi się doskonale. Muszę przyznać, że razem z "czwórką" jest to mój ulubiony sezon serialu. Jest tak właśnie dlatego, że są to serie czwarta i piąta. Żeby móc się nimi w pełni delektować, trzeba znać serie poprzednie i wiedzieć co doprowadziło do zaistniałych sytuacji i żeby zobaczyć jak twórcy bawią się ze stworzoną przez siebie konwencją. Idąc tym tropem, mam nadzieję, że sezon szósty też będzie wyśmienity i już nie mogę się doczekać aż zobaczę pierwszy dwugodzinny epizod sezonu szóstego, o którym słyszałem, że jest Housowym "Lotem nad kukułczym gniazdem". :)
14:03, kaczy_mike , House
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2